Archiwa miesięczne: Wrzesień 2011

Lekcja pokory

Lekcja pokory

Cały weekend, ba, cały weekend i tydzień następujący po tymże weekendzie zaplanowałam sobie ze szczegółami. Na tyle dokładnie, że praktycznie nie było miejsca na żadne dodatkowe ruchy.
piątek – próba przed niedzielą ewangelizacyjną (zaczynamy REO u sąsiadów :) )
sobota – szybkie sprzątanie, wieczorem wizja lokalna przed niedzielą
niedziela – cały dzień w Grodzisku
poniedziałek – praca, praca, praca (całe mnóstwo spraw związanych z likwidacją mojej firmy)
wtorek – jak poniedziałek + wieczorne spotkanie wspólnoty
środa – praca, praca, praca
czwartek – praca, praca, praca+ pieczenie ciastek na Filipa+dentysta Motylka
no i tak dalej, i tak dalej….

Tymczasem… trzy dni temu dostałam gorączki, padłam jak mucha ze schorzeniem, które praktycznie nie powinno się mi przytrafić bo mijam się z grupą ryzyka na odległość 100 kilometrów. Zamiast posługiwać, zamykać firmę i biegać jak “kot z pęcherzem” leżę w łóżku. Boli mnie wszystko co może boleć a nawet to, o czym sądziłam, że boleć nie może. No cóż, jest takie piękne i mądre bardzo powiedzenie:
Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach.

Nie mogę się nadziwić!

Nie mogę się nadziwić!

“Głupi jak komentarz na Onecie” – Usłyszałam kiedyś i bardzo się mi to powiedzonko spodobało. Sformułowanie jest nad wyraz słuszne, bo kiedy czytam różnego rodzaju wypowiedzi komentujące artykuły na portalach informacyjnych, nie mogę się wprost nadziwić stopniem ignorancji naszego cudownego polskiego społeczeństwa. Mam tylko nadzieję, że obserwacja nie dotyczy całej populacji;). Analizuję te różnego rodzaju “mądrości” i nasuwają się mi pytania następujące:
* Skąd w ludziach tyle nienawiści?
*Skąd w ludziach tyle przekonania o własnej wyższości and innymi?
*Czemu ludzie którzy (według ich mniemania) tak doskonale wiedzą co zrobić, żeby było lepiej, nie robią tego?
*Skąd w ludziach tyle bezkrytycznej, pysznej pewności siebie, że wypowiadają się na tematy o których nie mają pojęcia?

Otóż przeczytałam kilka dni temu komentarz pod informacją dotyczącą wypowiedzi jednego z polityków na temat zbyt wygórowanych opłat za przedszkola. W odpowiedzi na tę informację jedna z internautek (płeć sugerował nick, aczkolwiek dziś niczego nie można być pewnym)wzburzyła się niemożebnie ewentualnością utrzymywania przedszkoli z podatków. najbardziej oburzający i nie do przyjęcia był fakt, że ludzie bezdzietni musieliby płacić na dzieci innych. No dobra, a jak to jest z innymi rzeczami? Czy przypadkiem rzesza zdrowych ludzi nie płaci na leczenie chorej części społeczeństwa. A ludzie-szczęśliwcy zatrudnieni na umowy a nie na czarno, czy nie płacą na tych, którzy takiego szczęścia w naszej cudownej ojczyźnie nie mają? Czy rząd nie proponuje, żeby ci co mają dzieci dofinansowywali z własnych kieszeni etycznie nieakceptowalne in vitro? No to czemuż na litość boską nie pomóc rodzicom, którzy mają dzieci, bo jeszcze nie zapomnieli co to prawdziwa rodzina i jaką wartością, szczęściem i błogosławieństwem jest potomstwo? No cóż, światowa kobieta, jaką z pewnością jest komentatorka o której piszę (wszak wystarczy dziś głośno poprzeć jedynie właściwą partię by stać się człowiekiem światowym)na pewno nie stanęła jeszcze przed koniecznością uiszczenia opłaty za przedszkole z minimalnej krajowej, ponieważ światowi ludzie nie mają dziś dzieci, tylko uratowane ze schroniska psy i koty. Pytanie tylko, kto będzie ich utrzymywał jak przejdą na emeryturę. No tak, pytanie głupie, starość nie jest trendy. Oni nie będą potrzebowali emerytury. Oni dadzą się uśpić jak usypia się pieski i kotki.

Upadek Babilonu

Upadek Babilonu

Tak naprawdę się mi nie chciało. Nawet bardzo – stąd dwuletnia luka w zeznaniach. Motylątko poszło do szkoły. Motylówna wyprowadziła się z domu. Motylek będzie w tym roku zdawał maturę. Ale motyl powiedział, że powinnam dzielić się swoimi refleksjami z innymi. Więc się dzielę i dzielić będę, choć nie wiem jak regularnie mi to będzie wychodzić.
Opadają mi łuski z patrzałek moich wzmocnionych szkłami, a to co widzę szeroko otwartymi oczyma jest wstrętne, odrażające wprost – jednym słowem właśnie – upadek Babilonu.
To co widzę w firmie, która wydawała się silna jednością zaskakuje i przeraża. Budzi też we mnie refleksję – czy wszyscy jesteśmy tak zakłamani i podli, tacy łasi na pieniądze, pilnujący własnych korzyści? Czy naprawdę nie liczy się już nic oprócz pieniędzy?
Jak to jest? Inteligenty, wykształcony człowiek okazuje się złodziejem i intrygantem. Jego bóg to jego własne ego. Pełne pychy poczucie wyższości, męski szowinizm wyłażący spod lukrowanej przykrywki w trudnych emocjonalnie chwilach. Ateista patrzący z pogardą na wierzących – to “ciemnogród” przecież. A jednak to nie “ciemnogród” kradł i doprowadził do wewnętrznych tarć i konfliktów w firmie i do jej likwidacji.
Od jakiegoś czasu towarzyszył mi obraz miasta czekającego na zagładę. Nie umiałam go pojąć – w końcu żaden ze mnie prorok;). A potem podczas wieczornej modlitwy znalazłam opis upadającej Wielkiej Nierządnicy. I ostrzeżenie – uciekaj żeby się ubrudzić. A potem… dostałam wypowiedzenie. No cóż – Babilon upada a ja się ewakuuję.
Ateizm – życie bez Boga rodzi kwaśne owoce. Człowiek bezbożny ma serce niewypełnione Miłością Największą, bo jej tam nie wpuszcza. Ale takie serce jest zaproszeniem dla szatana, który się zadamawia zmieniając człowieka w moralne zombi.
Na własne oczy dostrzegłam działanie złego. Poczułam jego zimny oddech na plecach w pełnej nieufności i podejrzliwości atmosferze w dogorywającej firmie. Boję się myśleć jak bardzo świat ulega zakaźnemu obumieraniu serca.